Od dzisiaj nie będą mi się trzęsły ręce i serce nie będzie mocniej walić, gdy będę kupować pewne złociste trunki w sklepach spożywczych :>
Od dzisiaj wszystkie moje konta na Allegro i innych podobnych serwisach są formalnie ważne :>
Od dzisiaj jestem - formalnie, bo praktycznie to od zawsze - odpowiedzialny za wszystkie słowa, jakie tu napiszę :>
Od dzisiaj nie będzie (tj. nie powinno być) mi dziwnie, gdy ktoś się do mnie będzie zwracać per pan :>
Ci bardziej spostrzegawczy (szczególnie te osoby, co śledzą mojego bloga od dawien dawna) już pewnie wiedzą. A dla tych, którzy się jeszcze nie skapnęli... Tak, dzisiaj mi osiemnaście stuknęło :)

Ale zleciało... ja jeszcze pamiętam jak wczoraj urodziny szesnaste czy siedemnaste :D Wtedy określiłem się jako wersję 1.7, dzisiaj napiszę, że nie będzie 1.8 - od razu przechodzimy do 2.0. Bo 2.0 jest ostatnio w modzie ;D
Na Wasze nieszczęście, moi drodzy, nikt z Was nie będzie pierwszy. Przed wami była rodzina (~20 luda; wczoraj była impreza domowa, stąd ten tort), a punktualnie o północy 29 września odezwały się boty spamujące mi skrzynkę. Ale jak zawsze, czekam na życzenia od tych żywych ;> Potem zrobimy jakąś statystykę i zobaczymy, kto wygrał wycieczkę do Ugandy dla dwojga. :P
W związku z moim szalonym planem, który trochę będzie kosztować możecie wspomóc biedną "osobę fizyczną z pełnią zdolności czynności prawnych" przekazując datek na moje konto w ramach prezentu :) No bo trzeba siać, siać, siać!
Numer konta: 84 1140 2004 0000 3102 3590 4257 (mBank). Alleluja i do przodu!
No to co.
Żegnamy wakacje...

...i witamy szkołę - wraz z Google Calendar w wersji wydrukowanej.

Taki kalendarz na szafie to świetna sprawa. Mam już jeden na ścianie, ale służy bardziej jako dekoracja. Natomiast ten tutaj jest nie dość, że tani (dwie kartki A4 + tusz) to jeszcze całkowicie zniszczalny. Czyli można po nim pisać, mazać etc. Przydaje się to w dwóch celach: a) zaznaczanie ważniejszych dat (a pola są na tyle duże, że można się rozpisać :)) oraz b) odkreślanie kolejnych dni markerem.
Przydatne, nie ma co :>
No cóż, muszę przyznać - siedem dni sierpnia, dokładniej: od 6 do 13, miast w spokoju wypoczywać w zaciszu domowym, latałem i jeździłem Ci ja po Europie (jeździłem to raczej po Polsce - 5 godzin do Warszawy, zgroza!). A jak już sobie pojeździłem, to się byczyłem w tureckiej Alanyi, "mieście turystów" (nie, serio, to się naprawdę tak nazywa!) A jako że udało mi się szczęśliwie wylądować na Okęciu (powiedzcie tym od rakiet p-lot, żeby celowali trochę bardziej na prawo następnym razem), moje wrażenia z wycieczki '08 spiszę.
Ostrzeżenie: jako że jestem leniwy, nie chciało mi się (w przeciwieństwie do rodziny) ruszać czterech liter z hotelu, który miał basen, plażę po drugiej stronie ulicy i market z Pepsi dwa budynki dalej, opisuję tylko i wyłącznie miasto Alanya. Tak więc nadal nie mam zielonego pojęcia o Turcji, poza tym, że mówi się w niej po turecku. Za moje nieróbstwo z dołu przepraszam.
Ale nie taki zwykły. Otóż, dzisiaj, ok. godziny 4:40, miałem pierwszy zapamiętany przez siebie świadomy sen.
Jak to wyczytałem gdzieś tam, pierwsze świadome sny zawsze kończą się przedwczesnym przebudzeniem, z powodu doświadczenia czegoś nowego. I tak samo (przynajmniej podobnie) było w moim przypadku: samego snu nie pamiętam, pamiętam jedynie, że ktoś z dziwnym uśmiechem biegał po moim domu. Po chwili ta sama scena się powtórzyła, więc złapałem tego kogoś za rękę, i wtedy właśnie pomyślałem sobie, że jak się nie obudzę, to stanie się coś strasznego. Toteż wrzasnąłem OBUDŹ SIĘ!
...
...i po chwili leżałem już we własnym łóżku, słysząc jeszcze w uszach echo mojego wrzasku.
Oj, ja chcę więcej, tym razem mam nadzieję się nie obudzić ^^'

2 megabity :) Co prawda tymczasowo, do 30 września, ale mam nadzieję że kablówka się rozmyśli i zostawi taką prędkość, bo mi bardzo pasuje ^^
No dobra, przyznaję się: mnie też to ciasto nie wyszło.

Tyle że się nie poddawałem, jak niektórzy. Gdyż ciasto przedstawione na zdjęciu powyżej było drugim ciastem zrobionym wedle tamtego przepisu. Pierwsze wyszło, było przepyszne i w ogóle. A teraz postanowiłem dodać trochę proszku do pieczenia (coby mniej gumowate było) i masz babo placek.
Właśnie zrobiłem trzecie ciasto: tym razem dodałem odrobinę proszku do pieczenia (szczyptę, ja wiem...) i nie uciekałem od mikrofalówki, jak za poprzednim razem. Gdy zauważyłem, że masa zaczyna się wylewać z kubka, wyłączyłem mikrofalówkę, pogrzebałem trochę łyżką i włączyłem z powrotem. Powtarzałem proces aż wszystko jako-tako nie stwardniało, i wtedy zostawiłem na jeszcze minutę. Efekt? Voilà.

Wniosek? Żadnego proszku do pieczenia i pilnować ciasta, a się nie wyleje i nie trzeba będzie za dużo sprzątać. Jeszcze posypać cukrem pudrem i gotowe.

戴きます! ^^
Excel Saga: <3 odcinki pod rząd - jest świetnie, >3 odcinki pod rząd - zamula.
Mahou Sensei Negima: o 5 rano jest prześmieszne.
Blog: o 6 rano fajne notki (dużo bełkotu o niczym) powstają.
6 lipca 2008: niewyspany.
Tytuł wpisu jest jak najbardziej prawdziwy. Ale nie mówię tutaj o wierze w jakiekolwiek bóstwo, osobę, rzecz lub coś podobnego - to nic nie daje. Nie; chodzi mi o inny rodzaj wiary.
O wiarę w siebie.
Spoglądając na moją przeszłość, na to, kim byłem jeszcze rok, dwa lata temu, myślę sobie - jak pewnie każdy, kto w taki sposób spogląda na swoje wcześniejsze życie: ożesz, ten idiota to naprawdę ja?!
. Tak było, jest i niestety będzie na tym świecie. Każdy z nas popełnia błędy, każdy się potyka. I ja, patrząc oczyma w historię życia mego, (a pamięć mam doskonałą, acz wybiórczą - a najgorsze momenty życia najdłużej się pamięta...) niekiedy łapię się za głowę: jak to się mogło stać, czemu ja byłem taki głupi, dlaczego to powiedziałem, dlaczego tego nie powiedziałem, et caetera, et caetera.
Nic ponad czereśnie z własnego ogrodu! :D
Anon delivers: więcej zdjęć, w większej rozdzielczości, bez daty. Co mi tam :P Cały album, jak coś.
Najpierw, przed recenzją właściwą, muszę się do czegoś przyznać: biblioteki mnie zaskoczyły. Pozytywnie. Najpierw moja szkolna załatwia mi "Potworny regiment", a teraz wręcz oniemiałem, gdy w miejskiej zobaczyłem "Straż nocną" na półce.

Jak wrażenia? Jak najbardziej pozytywne! Nie wiem w sumie, od czego zacząć, więc może wypunktuję: (spoilery, ostrzegam)



