Teksty sponsorowane od kuchni
Co jakiś czas (ostatnio rzadziej niż częściej) zdarza mi się napisać jakiś tekst sponsorowany. Z pomocą przychodzi mi Blogvertising.pl, który to serwis pełni rolę swoistego pośrednika pomiędzy reklamodawcą a murzynem blogerem ;)
I o ile dawniej pojawiały się zlecenia na teksty naprawdę ciekawe, w których można było się nieźle rozpisać, tak teraz jest już niestety troszkę gorzej. Ja wiem, mam za mały pagerank żeby narzekać, że głupie teksty dostaję, no ale bez przesady:
Napisz artykuł na temat: Ksiegarnia internetowa, dekoracje, wyniki na żywo, koszulki, drzwi drewniane, kołdry i podlinkuj do podanych przez nas stron.
W tytule artykułu muszą wystepowac przynajmniej 4 (mogą wystepowac wszystkie) z ponizszych haseł: Ksiegarnia internetowa, dekoracje, wyniki na żywo, koszulki, drzwi drewniane, kołdry (moge wystepowac wraz z innymi słowami).
No, seriously. WHAT?
Dodam jeszcze, że słowa muszą być w dokładnie takiej samej postaci jak podane - czyli "księgarnia internetowa" albo "kołdra" już nie przejdzie.
Przykładowy tekst mógłby pewnie wyglądać tak:
Ksiegarnia internetowa sprzedaje wyniki na żywo sondażu nt. popytu na drzwi drewniane oraz kołdry
Popularna ksiegarnia internetowa zapowiedziała, iż od nowego roku będzie sprzedawać wyniki na żywo sondażów i ankiet. Pierwsze opracowania będą dotyczyć popytu na drzwi drewniane; następne w kolejności sondaże obejmą zapotrzebowanie rynku na kołdry.
Zaznaczę tylko, że prawdziwy tekst musi być 5 razy dłuższy... ;_; Jacyś chętni? A może ogłosić konkurs na najbardziej idiotyczny tekst sponsorowany?
Taa, albo "opony", "spływy kajakowe" i "kosiarki" w jednym wpisie... równie genialne :P
Najgorsze są wymogi dotyczące tytułów wpisów, na przykład coś takiego . Aż się pisać nie chce, a kasa niewypłacona wisi i czeka, aż ją dobiję do stówki...
Pytanie tylko - po co komu taki tekst? Znaczy się - KTO go zamawia? O_o
Firmy zajmujące się pozycjonowaniem. Dzięki takiemu artykułowi mogą wypozycjonować kilka stron swoich klientów naraz.
Refresh - pytanie raczej gdzie chcą je umieszczać? Czy interesuje ich - zleceniodawców - cokolwiek poza pojawieniem się linka na stronie z PR=n? Czy też interesuje ich raczej to by w te linki ktoś klikał...
Od ruchu na stronie są wyszukiwarki. Z bloga to mija się z celem
kUtek - m.in. wyszukiwarki, MIĘDZY INNYMI, jak ktoś się skusi na przejście z bloga do sklepu, to jest bardziej prawdopodobne że mu zaufa niż gdy przejdzie z wyszukiwarki.
Refresh - też nie widzę możliwości napisania czegoś ciekawego na te tematy i dlatego nie piszę ostatnio nic dla BV
Spytaj, jak ten problem rozwiązują "mistrzowie gatunku" na Joggerze: Konieczny (oczywiście chodzi o Piotra) albo Kosedowski.
wikiyu: jasne, jasne. Przez ile DNI, nie tygodni nawet ktokolwiek będzie zainteresowany wpisem i sklepem zaprezentowanym? 2? 3? Biznes roku
kUtek nie wiem jak ty, ale ja przeszukuję sieć w poszukiwaniu opinii o sklepie w którym chcę coś kupić i bardziej zaufam wpisowi na czyimś blogu niż np komentarzom czy opinii sprzedawcy na temat "tak jesteśmy poważnym sklepem i cię nie okradniemy".
Ja i Ty to dwie osoby. Różne branże nas interesują, więc po 1. Z wyszukiwarki ruch jest o wiele, wiele większy. A przeciętny Kowalski nie będzie "marnował" czasu przeszukując fora etc., po opiniach.
wikiyu - tutaj chodzi tylko i wyłącznie o słowa kluczowe dla wyszukiwarek, a tekst ma być taki długi, żeby się boty nie przypieprzyły. Te sponsorowane wpisy to najczęściej śmiech na sali - albo idiotyczne, albo nie na temat, więc raczej wątpię, żeby ktoś z takiego kliknął w link.
od generowania ruchu na stronie rzeczywiście przede wszystkim wyszukiwarki służą. ale czy blog to też nie strona? jeśli ktoś napisze dobry artykuł - plus dla niego - będzie miał i większy ruch, i reklamodawca będzie zadowolony.
co do sklepów - w moim przypadku opinii produktów szukam wszędzie, podobnie jak i sklepów, jednak widząc wpis sponsorowany jakoś mnie to odpycha. tak jakby sklep/producent na siłę chciał być wszędzie (nawet na blogach) żeby zauważono jego produkt. i podkreślam wszędzie, niezależnie od PR. dlatego imo bardziej wyszukane keywordsy lepiej by się sprawdziły - jeśli blogger napisze pożądny artykuł, tzn. przysiądzie do niego, sprawdzi opinie użytkowników w innych źródłach itp. i na tego podstawie coś złoży trzymające się kupy ("Ksiegarnia internetowa sprzedaje wyniki na żywo sondażu nt. popytu na drzwi drewniane oraz kołdry" :D) to świadczy to, że było warto ;)
xyz - jeśli pobocze nie jest oddzielone ciągłą, oraz jeśli wszyscy stoją, no i musisz się jeszcze zmieścić, a o połączenie tych trzech rzeczy ciężko
Zamiast narzekać wystarczy znaleźć sobie uczciwą pracę i nie pisać bezwartościowych bzdur pod dyktando za pieniądze. Później ludzie się wielce dziwią, że w tym internecie to już kompletny śmietnik i nic wartościowego znaleźć nie można...
Nie wiem jak inni, ale ja to zawsze traktowałem jako dodatkowe kieszonkowe, a nie źródło utrzymania...
Poza tym - my nie piszemy pod dyktando. Patrz: mój ostatni wpis o ekologicznych długopisach.
Wybacz ale nie znajduję nic wartościowego we wpisie o ekologicznych długopisach, gdzie sentencje "gratisownia", "gadżety reklamowe" i "długopisy ekologiczne" występują w nadmiarze i za każdym razem są podlinkowane w taki sposób, że z daleka wygląda to na jakiś tani marketing szeptany (nie wspominając już o tym, że kaleczy to język). Nie potrzeba nawet ikonki "artykuł komercyjny", bo to widać od razu.
Oczywiście każdy niech sobie pisze co chce, bo takie jego prawo, ale moim zdaniem taka forma zarobku jest żałosna i mówiąc wprost - to grafomańska prostytucja. Czym innym jest otrzymać wynagrodzenie za artykuł, który ktoś chciałby wykorzystać z uwagi na jego wartość merytoryczną, a czym innym pisanie na zamówienie, gdzie wystarczy wstrzelić w tekst trochę podlinkowanego bełkotu i okrasić to wytworzonymi specjalnie dla jego potrzeb poglądami.
Następnym razem proponuję mimo wszystko przeczytać omawiany wpis, a nie tylko patrzeć na kolor linków ;)
dunDer: Żadna praca nie hańbi (nawet dodatkowa, czy dorywcza).
Ja idę na męską kurwę. Czy przez to kaleczę wszystkich śmieciarzy?
Modrzew: Czytałem cały tekst i uważam tak jak wcześniej wspomniałem, że to bezwartościowy bełkot w którym musiałeś się specjalnie ustosunkować do kwestii długopisów, którymi nikt nie zawraca sobie głowy dopóki mu za to nie zapłacą.
gopix: Praca nie hańbi ale uważam, że nie wszystkie czynności wykonywane w zamian za pieniądze można pracą nazwać. Jak już wspomniałem - róbcie co chcecie, ale nie narzekajcie kiedy w waszej skrzynce mailowej znajdzie się masa spamu - w końcu komuś płacą za jego rozsyłanie. To samo tyczy się zwykłej skrzynki pocztowej, czy sponsorowanych artykułów w gazetach, albo na stronach informacyjnych. Podobna sytuacja jeśli wyszukujecie coś w internecie, a na pierwszych stronach pojawiają się wyniki w ogóle nie odpowiadające zapytaniom - to dzięki waszym artykułom przecież.
Tak na marginesie - jeśli przykładowo uważasz prostytucję za pracę, która nie hańbi, to dlaczego taką samą pracą nie nazwać "zawodu" płatnego zabójcy albo żebraka itd.? Im też płacą za to co robią.
Fajnie jest operować mądrościami ludowymi, ale trzeba jeszcze rozumieć ich sens.
Wcześniej stwierdziłeś, że piszemy "pod dyktando"; teraz natomiast uważasz, że musimy się jedynie "ustosunkować". Za kilkanaście komentarzy będzie pewnie "teksty sponsorowane są super i w ogóle!" ;)
Różnica między tekstami sponsorowanymi na blogu a mailowym spamem jest jak między billboardem stojącym w centrum miasta a ulotkami wrzucanymi do skrzynki pocztowej... na billboard patrzeć nie musisz, ale ulotki ze skrzynki musisz niestety wyjąć i wyrzucić do śmieci. Znasz takie powiedzonko "wolność Twojej pięści jest ograniczona bliskością mojego nosa"?
A że się nie wyświetlają wyniki w wyszukiwarce to pretensje do Google, nie do mnie. Tytułuję się wszak Panem i Władcą Wszechświata, ale wielkie G to mimo wszystko coś więcej ;)
Widocznie źle zrozumiałeś, bo stwierdzenia "pod dyktando" użyłem w odniesieniu do tematyki sponsorowanego wpisu, a pojęcia ustosunkowania w odniesieniu do wyrażanych poglądów w tymże.
Wiem jaka jest różnica pomiędzy spamem, a tekstem sponsorowanym. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli za pracę traktować każdą aktywność wynagradzaną finansowo to ta różnica nie ma żadnego znaczenia.
Stąd też mój pogląd, że nie wszystko co ludzie robią dla pieniędzy jest pracą.
"Ksiegarnia internetowa sprzedaje wyniki na żywo sondażu nt. popytu na drzwi drewniane oraz kołdry"
Ok, padłem.