Pół kilo lżejszy
Pomysł zrodził się wczoraj wieczorem w głowach kilku osobników z mojej klasy (w tym w mojej). Kombinowaliśmy, jak by tu "z przyczyn losowych zaszczycić szkołę naszą nieobecnością". Ktoś powiedział: chodźmy krew oddać!
. Cel szczytny (od dawna o tym myślałem), a do tego dawają darmowe czekolady pod koniec :P
Przyznam się szczerze, miałem niezłego pietra. Raz, że to był mój "pierwszy raz", a dwa, że mimo wszystko moment wkłuwania igły do najprzyjemniejszych nie należy... ale i tak było lepiej niż się spodziewałem. Najpierw rejestracja (myślałem że się wymigam, bo jako jedyny nie mam jeszcze dowodu, ale okazało się, że wystarczy jakikolwiek dokument z PESELem) - w myśl sławnych w niektórych kręgach (czyt. mojej klasie) zasad: 1) raz kozie śmierć
oraz 2) jak wszyscy to ja też
również się zarejestrowałem. Chwila czekania i pierwsze "łomatko": pobranie próbki. Następnie wizyta kontrolna (mierzenie ciśnienia i takie tam - tutaj dwóch z naszej szóstki odpadło: jeden za kolczyk, a drugi zasłabł) i na salę... Najgorszy był fakt, że dwa razy wkłuwali igłę (ze dwa razy grubszą niż poprzednio!) i dwa razy nie trafili x_X Dopiero za trzecim moja krew popłynęła do worka...
Lekko zaskoczyła mnie miła obsługa. Co chwila pytania, czy ktoś chce herbaty bądź kawy, czy się dobrze czujemy etc. Ale w sumie ich nawet rozumiem - to my robimy łaskę przychodząc i oddając trochę keczupu z żył, nie idąc do szkoły czy pracy :P
Po ok. 15 minutach lekko zdrętwiały i pół kilograma lżejszy (wypompowali ze mnie ponad 450 ml) poszedłem po moje czekolady (i gratisowo kilka biletów autobusowych - przydadzą się ^_^), po usprawiedliwienie dla szkoły i fajrant.

A wiecie, jak fajnie się biega w obuwiu ochronnym (tymi niebieskimi workami) po rynku, strasząc gołębie? xD
Ja miałem kiedyś badaną krew pod kątem cukrzycy. Jak to babka stwierdziła – narkomanem być nie mogę (wogóle żył nie widać) i też ze 3 razy mnie kuła tym badziewiem…
Dlaczego kiedy zawsze chcę iść oddać krew jak jest wampiriada na politechnice, to akurat mam laboratoria które jak opuszczę to nie zaliczę? :[ Grrr a potem tak to mi się nie chce iść :/
gopix, ja też bym pewnie normalnie nie poszedł, ale rozumiesz – dwa polskie dzisiaj i w ogóle… ^^
Jak macie robić taką straszną łaskę, to może więcej tam nie chodźcie? Wszystkim będzie przyjemniej.
...widzisz tu kogoś, żeby komukolwiek robił straszną łaskę? Bo ja nie.
Dla mnie, prócz poczucia „spełnionego obowiązku” i że mogę komuś życie uratować, jest to również normalna wymiana towarów. (ja im daję krew, oni mi dają czekolady :P)
O Boże ktoś tu ma chyba za małe ego.
Nawet jakbym robił łaskę, to krew zawsze będzie potrzebna i zawsze ludzie z łaską są tam mile widziani.
gopix: A co ma ego do tego? Po prostu HONOROWE oddawanie krwi „z łaski” uważam za nie fair. Dla mnie znaczy to dużo więcej. Może zaprzestań szukania przyczyn swoich problemów u innych? Nie tędy droga.
dgd, „Słownik języka polskiego” definiuje słowo „honorowy” między innymi tak:
5. «niedający zysków materialnych lub niepobierający zapłaty»
Jakieś pytania?
Ja mam do tej pory pierta i jak dotąd ani razu nie oddawałem krwi.
hehe, już na picassie ‘obczaiłam’. Modrzewiu next time i will go with you;D (btw. weź się do mnie odezwij na gg , bo listy nie mam)
Pytają się, czy dobrze się czujesz, bo potem ni stąd ni z owąd ludzie mdleją. Jak oddawałam na woodstocku to laska przede mną straciła przytomność igła w żyle.
Co do kłucia – miałem raz badanie na obecność szkodliwych metali we krwi – też mi się dwa razy w obie ręce „wdłubywali” i nie mogli w żyły trafić...