No-life
Dzisiaj trochę się porozwodzę nad słowem, którego bardzo nie lubię. Które jest, moim zdaniem, nadużywane w niewłaściwym IMHO znaczeniu. Słowo toto to no-life (i jego wariacje: nolife, no life, "nołlajf").
Hę?
Zadaj sobie, drogi czytelniku tych wypocin, pytanie: kim jest no-life? Słownik Miejski.pl definiuje to jednoznacznie: Osoba, która całe życie siedzi przed komputerem.
. Urban Dictionary ma już dwie, troszkę dokładniejsze definicje (tyle że każda inna): no-life oraz nolife. Różnica między tymi dwoma definicjami jest malutka, ale jednak znacząca. Przynajmniej dla mnie.
Dla wielu z Was, tytułowy "nołlajf" to osoba siedząca cały czas przed komputerem. Nieważne, czy cały czas twitteruje, wkurza siostrę bashem lub wstawia coraz to nowe ikonki na bloga. A może po dziesięć godzin dziennie pisze grę komputerową lub gra w Warcrafta? Każdy z nich to no-life i tyle.
I w czym problem?
No i macie rację. Po części. Gdyż, dla przykładu, osoba spędzająca po 10 godzin dziennie w bibliotece w dziale fantastyki, to już nie no-life - ona rozwija zainteresowania
. Osoba ucząca się 10 godzin dziennie, mająca średnią 5,50 na koniec liceum (sic!) i stypendium Prezesa Rady Ministrów to nie no-life - ona chce się dostać na dobre studia
. Ktoś, kto żyje od imprezy do imprezy to nie no-life - on lubi się zabawić
.
Ale jak ktoś chce się rozwijać przed monitorem bo też chce na dobre studia
, obejrzeć kolejne anime bo to jest ciekawe przecież
czy grający w Warcrafta bo tak
, jest automatycznie usuwany ze społeczeństwa (tego normalnego) i przyczepia się do niego plakietkę no-life. Patrzcie, ten to w ogóle nie wychodzi, zapuścił korzenie przed tym kompjutrem i się jeno
kofeiną efedryną żywi!
Dlaczego tak jest? Może dlatego, że słowo to powstało w slangu internetowym i jest automagicznie kojarzone z Siecią. Może dlatego, że niektórzy rzeczywiście spędzają całe życie zapatrzeni w monitor, ale, do jasnej cholery, to są wyjątki! A potem wychodzą takie kwiatki, że ze znajomymi (ale takimi znajomymi, co ich tylko w szkole widzisz) na 18-tce kumpla możesz pogadać tylko o tym, jak to mi napęd DVD nie działa, Modrzew, pomóż... zatańczyć? a nie, sorki, ja tak tylko, ten tego... rozumiesz...
No to co radzisz?
Moja rada, ba - moja prośba bardzo wielka: albo nie używajcie tego słowa, albo nie ograniczajcie się tylko do działki komputerowej. Nołlajfów jest w naszym świecie o wiele więcej, to nie są tylko ci pryszczaci Internauci, co piją piwo i oglądają pornosy. A jak ktoś zacznie się tłumaczyć, że on/ona wcale cały czas przed komputerem nie siedzi, spokojnie wytłumaczcie: no-life, jak sama nazwa wskazuje...
. Możecie podesłać linka do tej notki (coby pagerank i odwiedzin nabić).
PS Do osób, których blogi zostały w paragrafie trzecim wymienione: opłata taka jak zawsze, konto znacie. ;-)
No też, tyle że meczu codziennie nie ma :P Ale „siedzenie przed telewizornią” jak najbardziej pasuje.
Jak nie ma? Polsat Sport/Extra, Eurosport/2, SportKlub, Canal+ Sport, nSport, TVP Sport… meczy od chuta codziennie.
No, „Towarzyski mecz Zdzichowa Wielkiego z Pierdzielewicami Wschodnimi”.
„Ceramika Paradyż :: ceramika, płytki ścienne, kafelki podłogowe …”? o_O’ Żeby klub się nazywał tak samo jak sponsor? Ożesz.
A tak w ogóle, to nie masz czego w TV oglądać? :P
Jest jeszcze Heko Czermno, klub założony przez żonę prezesa, składający się z pracowników, nie mających co robić po pracy :P
W sumie… trochę mi się nudzi, ale S.E.S.J.A. wciąż w toku…
A ze mnie nolife pierwszorzędny, komputer, deskorolka, anime i hentaie ale i tak mam dużo znajomych :D
D4rky — fakt, ty nie jesteś noulajfem tylko trudnisz się „noulajfowaniem” jak to ładnie ująłeś w „O mnie” na swoim blogu.
pecet – a nie pomyślałeś, że to może być najzwyczajniej w świecie nieaktualne? :>
Modrzew, ktoś ci zarzucił że nie masz życia, i dajesz temu upust w Internecie?
pecet, błąd. Wkurza mnie jedynie nienazywanie no-life‘ów „niekomputerowych” no-life’ami.
Nołlajfem może być też facet, który o 6 wieczorem wraca z pracy, piwko, mecz i lulu :P