Fate/stay night
Ostrzeżenie: zawiera, zawierało i będzie zawierać spoilery. Nie dbam o to, ja tu recenzuję, a nie zapowiadam ;)
フェイトステイナイト?

Nie rozumiem, co jest z tymi tytułami. W żaden sposób nie odnoszą się do fabuły czy bohaterów anime... ale nie o tym miało być.
Świat. Taki normalny, współczesny, "nasz". W tym świecie, w bliżej nieokreślonym mieście, żyje sobie Emiya Shirō, o którym za chwilę. Głównym wydarzeniem całego anime jest tak zwana "wojna o Świętego Graala" - ciekawie przemyślany event, występujący co 10 lat. Mówiąc "wojna", nie mam na myśli wielkich armii, które walczą dla swoich władców o tegoż Graala - w bitwie uczestniczy "zaledwie" 7 Mistrzów, którzy są magikami, i którym służy 7 Sługów - na każdego Mistrza przypada jeden Sługa. Słudzy nie pomagają Mistrzom bezinteresownie - po wygraniu wojny zamierzają wykorzystać Świętego Graala, ażeby ten spełnił zarówno ich Mistrzów, jak i ich własne życzenie.
Słudzy ci to coś w rodzaju reinkarnacji dawnych bohaterów - mamy więc Heraklesa, Meduzę, Gilgamesza czy Króla Artura (a dokładniej: Arturię - taa, jest kobietą ^^). Każdy z nich ma swoje unikalne "Hōgu" - coś w rodzaju supermocy, które jest efektywne, ale też wyczerpujące. Każdy ma też osobną "klasę" - mamy Łucznika, Berserkera, Maga, Włócznika i tak dalej.
Pod tym względem jest świetnie - widać, że nie wzięto na tapetę jakiegoś oklepanego schematu. Walki są prowadzone w nocy, żeby zminimalizować straty wśród "ludności cywilnej", a całość jest nadzorowana przez coś w rodzaju Zgromadzenia Magów.
The n00b - Shirō

Główny bohater - Emiya Shirō - jest... idiotą. Owszem, z początku jest fajnie, pomaga innym, a już w trzecim odcinku przywołuje swojego Sługę (i to nie byle jakiego Sługę). Ale dalej jest tragedia. Przez 7 kolejnych odcinków Shirō, miast pojąć powagę sytuacji i ganiać za wrogami, siedzi sobie na czterech literach i rozmyśla, jak by tu uratować świat. Dopiero potem (pod wpływem innego Mistrza - Rin Tōsaki) następuje "wewnętrzna metamorfoza" (czy na tej podstawie możemy już stwierdzić, że jest on bohaterem romantycznym?) i zaczyna się walka, taka na serio. Ale jedna rzecz wkurza przez całe anime: jest to nieśmiertelna kwestia "turejsu: on!" i jebitny obrazek przewodu elektrycznego (trace: on!). Jakby, kuźwa mać, angielskiego się nauczyć nie mógł...
Dodatkowo, jego wrodzona nabyta chęć zbawiania świata skutkuje w przyjmowaniu pod dach kolejnych odrzutków łańcucha pokarmowego. Hm, gdzie to już było? A no tak, Elfen Lied, gdzie Kōta systematycznie powiększał rodzinę, przyjmując do siebie dwa dicloniusy, bezdomną i kuzynkę. Gdyby odcinków było nie 13, a 26, to z pewnością doszłyby kolejne. Na nasze szczęście, Shirō tego błędu nie popełnia. Owszem, Saber, Tōsaka, Ilyu... i na tym koniec. A mógłby się uprzeć i przyjąć w domostwo jeszcze Rider, Caster i Berserkera, a co.
A audiowizualnie...
Wizualnie nie jest źle (chociaż oczy to by mogli poprawić). Anime jest z roku 2006, kreska jest ładna, wyraźna i porządnie pokolorowana. Jak to zwykle bywa - kuleje animacja biegu (dlaczego oni muszą łapami na wszystkie strony wymachiwać?). Za to animacja walki - mniam, mniam.
Oprawa audio natomiast... pozytywne zaskoczenie. Świetnie podkreśla klimat, dodaje do anime kolejną już nutkę fantastyki. Nie wiem jak to wyrazić, to trzeba usłyszeć ;)
Na szczególną pochwałę zasługują openingi i ending. Rzadko się kiedy tak udaje, żeby opening pasował do fabuły - pierwszy jest raczej spokojny, taki... wręcz delikatny. I dobrze, przez te 10 odcinków nic się nie dzieje, przez kolejne 5 natomiast Shirō nadal jest zadręczany przez dylematy "walczyć? nie walczyć?", więc świetnie pasuje. Tak samo jest z endingiem - spokojny, łagodny, delikatny.
Drugi opening jest już bardziej dynamiczny - o niebo bardziej dynamiczny, z muzyką - IMHO - idealnie pasującą do dalszej części fabuły. Ale ma to do siebie - jak wszystkie dobre openingi - że jest za krótki :(
Kończąc...
Na szczególne wyróżnienie zasługuje... płynny angielski, którym posługuje się Archer! Taaaaaaaak! To jest PIERWSZE anime w ogóle (lub od bardzo dawna), w którym usłyszałem płynną angielszczyznę! Masakra!
A tak serio już kończąc, to - jak zwykle - polecam. Kawał porządnego anime. W skali 10-stopniowej stawiam 9.
Prima ap-a, nie… tak, czy inaczej, może oglądnę, dawno żadnego nowego anime nie obczajałem (a powinienem).
A propos tytułu. Fate jest zrobione na podstawie gry hentajowej, więc nie martwiłbym się o to, że tytuł jest z d*py wzięty ;p
@Adex: a wcale że nie, bo kumpel z klasy mi polecił. A skąd ON to wytrzasnął... tego to już nie wiem :P
anime jest świetne, szkoda że takie krótkie :(
mogli też dać więcej z Unlimited Blade Works…
jak ktoś czuje niedosyt po anime to zawsze mozna ściągnąć grę o takim samym tytule + patch [ENG] grupy mirror moon ^^
przetłumaczono droge Fate i UBW, HF jest na day 15 [30%] ...
niedługo powinni skończyć ^^
^_^, jestem aktualnie gdzieś na początku UBW, a w kolejce czeka jeszcze świeżo ściągnięte Fate/hollow :D
hej:D Mam tylko jedno zastrzerzenie xD O tytule: on odnosi się do tego anime :) moze nie zauwarzyłeś/aś ale oni zawsze walczą w nocy (night) słowo „fate” tez tu pasuje nie mogę tylko rozgryśc słowa „stay” :D
A co tego „trance on” i tego obrazu z przewodem elektrycznym to odnosi się do tego że on zmienia strukture materiału na silniejsza :D tak mi się przynajmniej zdaje :P
A co ci sie w oczach nie podoba jak dla mnie sa sliczne :PP
Jedyne co mi sie w tym anime nie podoba to to że bohaterowie w anime ruszaja ustami a dzwięku nie wydobywaja :P
Ps: sorki za błędyortograficzne :P(jeżeli jakieś zrobiłam)
@Rencia: ja grałem w oryginalne Fate/stay night (tak, tego „hentajca”) i już mniej więcej rozgryzłem, czemu taka nazwa. Odnosi się to raczej nie do nocnych walk (chociaż może…), ile do słów Tōsaki w prologu: „The day of fate has ended. No, fate was set in motion tonight.”
To „trace: on”, to taka jego mantra, ażeby rozpocząć jakiekolwiek czarowanie. Nie ma nic wspólnego ze zmianą struktury, gdyż w późniejszych etapach anime/gry korzysta on z tego nawet podczas odwzorowywania (np. tworzenie Excalibura z powietrza). Takie uaktywnienie (a zanim się nauczył, to „wszczepienie”) „magicznego obwodu” (tak, tak to się nazywa, przynajmniej tak przetłumaczyli).
Śliczne, śliczne oczy, aż za śliczne. Aczkolwiek w grze są jeszcze bardziej śliczne i jeszcze bardziej mi się nie podobają.
JA grałam tylko w bijatykę i nawet niezle sie gralo. Ale to odnosi sie do nocnych walk napewno! ja stawiam 100%
gdzie to można obejżec
byłam na
Wbijam = usuneli ==’
kreskówka = nie moge obejżec Y.Y
ikreskówka = to co wyżej T.T
Fate/stay night
Uważni czytelnicy tego bloga (są tacy oprócz mnie? o_O') zapewne pamiętają, jakim to anime się podniecałem ponad 9 miesięcy temu. Taaaak jest, mowa tu o Fate/stay night. Ci, którzy nie wiedzą, o czym mowa, niech cofną się te 9 miesięcy [...]