08lis

Święto "zmarłych"

Zapodano o 22:07

Było toto tydzień temu. Chciałem wtedy napisać notkę, ale rzeka obowiązków (czyt. leń) oderwała mnie od tego chwalebnego czynu. Jednak nie poddałem się, czego dowodem są dzisiaj pisane słowa.

Święto zmarłych... czy też "Dzień Wszystkich Świętych", jak kto woli. Już nie wspomnę o wielkim, narodowym szale: w radiu, telewizji, Internecie - wszędzie jakaś informacja o tym dniu. Całe rodziny zmierzające na cmentarz, żeby zapalić znicz kupiony trzy minuty/dni wcześniej (niepotrzebne skreślić) u jakiejś cioci, której nikt nie pamięta.

Właśnie o to niepamiętanie mi chodzi. Co to ma, do jasnej cholery, być? Albo się kogoś pamięta, albo nie. Dotyczy to całego roku. Pamięć o kimś przez cały jeden marny dzień na cały rok, to gorzej, niż niepamięć. Ponieważ okłamujemy samych siebie, także bliskich - tych zmarłych również. To tak jak z walentynkami - że zacytuję, Ten dzień - co za gówno. 1 listopada pamiętamy naszą ciocię Krysię, która mieszkała a nie pamiętam gdzie i zmarła chyba w... ee... na coś chyba miała z... y..., i stawiamy tego znicza na jej grobie, jedno "wieczne odpoczywanie" i idziemy do tych bardziej żywych bliskich. Ile możemy o tej hipotetycznej cioci Krysi pamiętać? Tydzień? Błąd, po godzinie zapominamy, następnego dnia mamy to totalnie w nosie, czy to była Krysia, czy Zosia. To po jasną cholerę ten znicz?!

Jak to pewien znajomy mi ksiądz (pozdrowienia, nawiasem mówiąc; fajnie się to mleko nosiło ;)) podliczył, na jednym z większych ostrowskich cmentarzy jest... parę tysięcy grobów? (dokładnie nie pamiętam, ale to wystarczy). I teraz te parę tysięcy grobów mnożymy razy 4 (wyssana z palca średnia osób na grób). Wychodzi sporo ludzi. I teraz sobie wyobraźcie, że te sporo ludzi musi kupić znicze, kwiatki, zapałki, coś do czyszczenia; zaparkować gdzieś samochód, może nawet coś zjeść, czy też gdzieś przenocować. Jednym słowem: komercha. Dokładnie tak samo, jak jest z walentynkowymi serduszkami - tyle, że w tym wypadku wszystko przyjmuje kształt znicza. Przed cmentarzami na kilka dni przed 1 ustawiają się kolejne stragany sprzedające "dobra konsumpcyjne", a w supermarketach pierwsze znicze widać na początku października, zaraz po zniknięciu zeszytów szkolnych.

Często też w mediach padają słowa o "potrzebie refleksji", czy też "zastanawianiem się nad życiem". Och, ach. Zastanawiać się? Akurat w ten jeden dzień? Jak ktoś jest wierzący, to (najczęściej) śmierć bliskiego odbiera jako "wyrok boski"; jak ktoś nie wierzy - zastanawia się nad sensem istnienia o wiele częściej niż przeciętny bywalec kościoła.

Podsumowując? To już nie jest święto; to tylko wielki, ociekający tłuszczem hamburger z McDonald'sa. Z pozoru ładnie wygląda, ale zawartości - zero.

Hamburger
Kategorie: Bez komentarza, Przemyślenia ø

#1. AtoMan
08 lis '07, 22:09

McDowe nawet tłuszczem nie ociekają :D

Przypomina się słynny znicz z melodyjką „Wstań, powiedz nie jestem sam…”

#2. jorax
08 lis '07, 22:36

Modrzew w 93.59% się z tobą nie zgadzam. Zapalam znicza u ciotki Krysi tylko raz w roku, dlatego, że taka tradycja? Więc oczekujesz, że prawdziwy chrześcijanin, (bo przeciw tej grupie społecznej jak sadze wysuwasz te wnioski) powinien w każdą sobotę wsiadać w samochód i jechać na te wszystkie groby pozapalać te wszystkie znicze żeby było ze pamięta o nich a nie robi tego z powodu jakiegoś głupiego święta? Może ty masz czas na to, ale ja nie. Ta ciotka umarła, odeszła, nic tego nie zmieni, życie toczy się dalej, niema sensu kontemplować nad tym, ten znicz ma pokazywać, ze niej sam na swoją rodzinę, że szanuje swoje korzenie i pamiętam o nich. Znicze pokazują sie tuz po 1 września z tym się trzeba pogodzić, choć 2miesieczne wyprzedzenie przy amerykańskich choinkach pod koniec lipca nie jest super komercha, jest po prostu chwytem marketingowym, a kto tam wie ludzi może później nie będzie okazji kupić to kupią te 2 miesiące wcześniej. Parking, z tego, co wiem parking przy Bema jest całkowicie darmowy, cos zjeść a w inne dni to nie jesz? Wracając do pamiętania, zapalam świeczkę u wuja Mariusza, który zmarł w 1907roku nie pamiętam go nie mam pojęcia, na co umarł jak wyglądał, ale co to zmienia, ważne ze to brat pradziadka i choćby, dlatego warto postawić ta jebana świeczkę w słoiku za 8zł. Nie bede sie wypowiadał za każdego, ale z pewnością dużo osób w miarę możliwości groby tych najbliższych odwiedza przez cały rok. Na Bema jestem raz na miesiąc czy na 2. Czepiasz sie programów telewizyjnych, a przecież cos musza puścić, komercją jest haloween coraz popularniejsze w Polsce, chociaż huj ma wspólnego z polska tradycja, 5% ludu pewnie w ogóle wie skąd sie to święto wzięło, ale i tak dzieciaki łażą po domach i żydzą kasę, durne matki wycinają dynie i stawiają przed domem pokazując, jakimi to są poganami żeby następnego dnia iść na msze i święcie przekonani o swej niewinności pomodlić się sie za zmarłych. Na koniec zachaczę o ten tekst „wyrok boski”. NOSZ KURWA. Ty uważasz katolików za jakiś czubków, co jak im ktoś umrze mówią „Bóg tak chciał” wkładają ręce w kieszenie i idą sobie na msze posłuchać te nowe zajebiste organy, co proboszcz sobie fundnął? Pokaż mi kogoś tak fanatycznie wierzącego, ze beznamiętnie przyjmie śmierć kogoś bliskiego, istnieje coś takiego jak żałoba. Niektórzy nie mogą się pozbierać ze strata kogoś bliskiego przez parę lat. Pamiętam, jakie zdziwienie było, gdy 5 lat po śmierci dziadka babcia upiekła jego ulubione ciasto. PO 5 LATACH MODRZEW! Bóg tak chciał....

#3. kkk
08 lis '07, 23:37

Nie udało się wieki temu pozbyć przedchrześcijańskich nawyków z ogniskami i żarciem na grobach bliskich (w Europie zdaje się w Jugosławi się jeszcze to zdarza), to się je zasymilowało.
Znicze są poręczniejsze od ognisk, a „paskudy” z kotletem też wygodniejsze. I czego tu się oburzać? Nie ma przymusu, jest lekka presja. ale od czego własny rozum?

#4. atoman
08 lis '07, 23:38

Na co dzień nie ma czasu rozpamiętywać dawno zmarłych, a w te dni mozna przynajmniej okazac im szacunek…

#5. a3th
08 lis '07, 23:49

Coś w tym jest.. Komercja, komercja, komercja.. Owszem. Też czasami mam do tych wszystkich pseudo-religijnych świąt nie więcej niż sceptyczne nastawienie, ale trzeba to rozpatrzeć też z innej perspektywy.

No bo tak: zło, komercja, wszystko dla pieniędzy, z łaski raz do roku żeby zapalić ten znicz, całe tłumy idą na cmentarze, bo ‘każdy idzie’, pamiętają o zmarłych tylko przez ten jeden dzień a potem już nie.. no ale pomyślmy o nas samych – ile razy w przyjmijmy miesiącu, albo półroczu.. ile razy jesteśmy na tym cmentarzu? Ja robiąc szczery rachunek sumienia: oprócz ‘Dnia Zmarłych’ = 0 (słownie: zero). Nie mówię o pamięci.. mówię o czysto fizycznym pojawieniu się przy grobie.

Więc mimo iż zgadzam się z tym, że teraz zrobiła się z tego komercha jakich mało (ale chociaż.. Boże Narodzenie, Walentynki.. jedno i to samo, trochę się by tego nazbierało ;) ) to jednak uważam, że jest to ten chociaż jeden powód, żeby zrobić porządek, sprzątnąć, doprowadzić do godnego stanu nagrobki wszystkich krewnych, znajomych, zapalić (lub nie, to przecież tylko symbol) znicz. Także.. może Święto Zmarłych, nie jako święto, ale jako ta chwila kiedy nie idziemy do szkoły/pracy, jest właśnie tym najlepszym momentem, który możemy spożytkować na te minimum – raz, jeden raz, żeby wykonać kilka ‘zabiegów pielęgnacyjnych’, aby cmentarz był godnym miejscem pochówku, a nie zaniedbaną mogiłą.

#6. Modrzew
09 lis '07, 00:11

Właśnie o to pamiętanie mi chodzi. Żeby to nie był ten jeden głupi dzień w roku, gdy sobie o wszystkim przypominamy i łaskawie ruszamy cztery litery na cmentarz – tak jak z tą ciocią Krysią. Pojedźcie na cmentarz, ba – choćby przejrzyjcie stare fotografie czy porozmawiajcie z rodzicami, dziadkami, pradziadkami o kimś zmarłym w takim kwietniu. Tu naprawdę nie chodzi o samo postawienie znicza.
jorax, pamiętanie to nie jest tylko zapalanie zniczy przy grobach. Człowiek żyje tak długo, jak długo żyje pamięć o nim. Tu nie chodzi też o myślenie o takich osobach przez cały czas. Tu chodzi o wspomnienie ich, choćby na chwilę, POZA 1 listopada. Żeby raz na jakiś czas przypomnieć sobie o cioci Krysi czy wuju Mariuszu.

Powiadasz, że musimy gdzieś parkować, musimy coś jeść. Okej. Ale za nami podąża masa ludzi, która na tym zarabia. Oni mają w dupie fakt, że Ty sobie wspominasz zmarłych – dla nich liczy się tylko fakt, ile zniczy pójdzie.

Powiadasz, że nie masz czasu na zmarłych. Spoko. To w takim razie po co idziesz 1 listopada na ich groby? (zakładając, że tak jest) Albo się chce pamiętać – albo nie. Nie ma stanu pośredniego.

I widzisz… ktoś może być myślącym katolikiem, i mi to nie przeszkadza. Ale jeśli czyjąś śmierć komentuje w taki sposób, jaki opisałeś, dość typowy dla osób w podeszłym wieku – „bóg dał, bóg wziął”, po czym idzie „posłuchać nowych organów” – to nóż mi się w kieszeni otwiera.

#7. kkk
09 lis '07, 00:49

@Modrzew, „Powiadasz, że musimy gdzieś parkować, musimy coś jeść. Okej. Ale za nami podąża masa ludzi, która na tym zarabia. Oni mają w dupie fakt, że Ty sobie wspominasz zmarłych – dla nich liczy się tylko fakt, ile zniczy pójdzie.”

Przypomina mi to, jak ktoś na osiedlu powiedział o zmarłym, wiecznie pijanym za życia lumpie:

- Wreszcie będzie z Niego jakiś pożytek! Umarł i kilka osób poprawi swoją kondycję finansową!

Pewnie miał na myśli stolarza, grabarza i pewnie księdza, bo ten lump to „wierzący” był.

Co w tym złego, że paru, prawie bezrobotnych sprzedawców ogarków ze stearyny czy parafiny zarobi na ludzkich sentymentach?

Za życia, taki dziadziuś, babcia, ciocia, wuj czy inny …. z tęsknotą w oczach wygląda odwiedzin bliskich.
I gówno się doczeka! A na pogrzeb to przylezą, a co! I sztuczne lub prawdziwe wiechcie przytaszczą i światełko zapalą. Niech sobie reszta rodziny nie myśli!
To wszystko są tylko POZORY! Szkoda sobie nerwy psuć na roztrząsanie wartości ceremoni, które tak na serio są potrzebne tym, co w nich uczestniczą, bo JESZCZE ŻYJĄ!

#8. jorax
09 lis '07, 13:37

„Właśnie o to pamiętanie mi chodzi.” Nie moge się wypowiadać za wszystkich, ale o sobie moge powiedzieć tyle, że tych zmarłych, których odwiedzam w ten dzień na grobach i których pamietam za życia nie raz wspomne w ciagu roku, jednak tych których nigdy nie poznałem i nie zobaczyłem, to jest chyba normalne, że niewspominam bo to nie moje wspomnienia, lecz tych, którzy o nich opowiadają i którzy ich znali. To że za nami lecą legiony sprzedawców zniczy i kwiatów być może nie jest godne pochwały, ale ktoś musi to robić, od kogo kupiłbym tą nędzną miotełke jakby oni nie zadbali o to zebym taką zobaczył przed wejsciem na cmentarz? Ci ludzie szukają tylko zarobku a że ten raz w roku sie nachapią tyle co przez pozostałe 12 miesięcy to aż głupio z okazji nie skorzystać. A co do tamtych organów niezrozumiałeś mnie do końca chodziło ale nieważne

#9. Kate
09 lis '07, 20:05

„Powiadasz, że nie masz czasu na zmarłych. Spoko. To w takim razie po co idziesz 1 listopada na ich groby? (zakładając, że tak jest) Albo się chce pamiętać – albo nie. Nie ma stanu pośredniego.” – Modrzew.

może idzie się 1 listopada na Ich groby, choćby dlatego, że ten dzień jest bardziej wolny niż, inne dni robocze, czy też niedziele przed poniedziałkami… kawałek tradycji i pamięci dla zmarłych – owszem nie TYLKO w ten dzień, ale zawsze… ale jak sam zauważasz tzw. ‘leń’, brak czasu jest dość powszechnym problemem, może ten cholerny dzień wolny staje się motywacją dla tych którzy n i e p o t r a f i ą podnieść tylka zabierając znicz, czy kwiatek i wsiąść do auta, by podjechać na cmentarz…
owszem, zgadzam się z tym, że staje się to komercyjne coraz bardziej, ale również stanowi dla wielu swoiste przypomnienie :-)
nie popadajmy z jednej skrajności w drugą

pozdrawiam serdecznie ;-))

09 lis '07, 23:28

Każdy wynosi z tego typu świąt to, co potrafi w nich zauważyć. Dla niektórych głównych argumentem by nie być praktykującym wierzącym (w sensie nie tylko chodzenia do kościoła ale i przestrzegania Dekalogu itd.) jest „bo ten ksiądz głupoty pierdoli” czy coś w tym guście. Oczywiście, szanujemy ich. :)

#11. D4rky
10 lis '07, 22:03

plytki jestes.


kod

Wszystko zastrzeżone przez Modrzewia, bla bla bla. Podziękowania dla Joggera. Valid XHTML 1.1 i CSS.